Duchowe pielgrzymowanie PPAG 2026

DZIEŃ 4 – Aby być silnym, trzeba uznać słabość / KONFERENCJA

W ostatnich latach swojego pontyfikatu Jan Paweł II, dotknięty chorobą Parkinsona, coraz trudniej mówił i coraz trudniej się poruszał. Zamiast ukrywać się przed światem, pozwolił, żeby miliony ludzi zobaczyły go takim, jaki był – drżącym, powolnym, czasem z trudem kończącym zdanie. Wielu pytało, dlaczego nie zrezygnował, skoro nie mógł już funkcjonować tak sprawnie jak wcześniej. Odpowiadał, że to właśnie ta pokazywana publicznie słabość może być ostatnim, najważniejszym nauczaniem jego życia.

Bliscy współpracownicy papieża, pytani przez dziennikarzy, czy nie powinien ograniczyć publicznych wystąpień w chorobie, odpowiadali, że dla niego ważniejsze było pokazanie, iż cierpienie i słabość nie wykluczają z misji niż utrzymanie nienagannego wizerunku.

Święty Paweł opisuje w Drugim Liście do Koryntian swoje doświadczenie: prosił Boga trzy razy, by zabrał od niego coś, co nazywa „ościeniem dla ciała”. Bóg nie zabrał tego cierpienia. Odpowiedział inaczej: moc w słabości się doskonali (por. 2 Kor 12, 7–10). Paweł mógł wtedy powiedzieć coś, co brzmi niemal absurdalnie: najchętniej będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa.

W Japonii istnieje technika zwana „kintsugi” – naprawiania pękniętej ceramiki złotym lakierem, tak by pęknięcie stało się najpiękniejszym elementem naczynia, a nie wadą do ukrycia. Bóg działa podobnie z naszymi pęknięciami, jeśli tylko pozwolimy Mu je zobaczyć, zamiast je maskować.

Kiedy Piotr trzykrotnie zaparł się Jezusa, a potem trzykrotnie usłyszał pytanie „czy miłujesz Mnie” (por. J 21, 15–17), Jezus nie przypominał mu upadku, żeby go upokorzyć. Dawał mu szansę, żeby zamienić wstyd w miłość. To nie pobożna fraza do powieszenia na ścianie. To opis konkretnego mechanizmu duchowego życia. Dopóki wydaje ci się, że dajesz sobie radę sam, nie masz miejsca, w które mogłaby wejść łaska. Łaska wchodzi przez pęknięcia, nie przez idealnie gładką powierzchnię.

Ewangelia dzisiejszego dnia pokazuje Jezusa, który idzie do domu Lewiego, celnika, i siada do stołu z ludźmi uznawanymi za grzeszników. Kiedy faryzeusze się oburzają, odpowiada wprost: nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (por. Łk 5, 27–32). Jeśli czwartego dnia pielgrzymki czujesz się słaby, zmęczony, może zawiedziony sobą – jesteś dokładnie w miejscu, gdzie Jezus przychodzi najchętniej. Wzrastanie w wierze nie oznacza stawania się coraz sprawniejszym specjalistą od świętości, który nie ma już słabych punktów. Oznacza coś dokładnie odwrotnego – coraz głębsze przyjmowanie, że słabe punkty zawsze będą i coraz mocniejsze poleganie na Kimś innym niż my sami. Specjalista chowa swoje pęknięcia. Uczeń pozwala, żeby przez nie przenikało światło.

Twoje słabości, twoje upadki – te sprzed lat i te sprzed godziny – nie są końcem historii. Są miejscem, w którym Bóg zaczyna działać. Nie dlatego, że słabość jest dobra sama w sobie, ale dlatego, że dopiero uznana słabość otwiera drzwi, które siła i duma trzymają zamknięte.           

Trędowaty, który podszedł do Jezusa, nie ukrywał swojej choroby, prosząc wprost: jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić (por. Mk 1, 40–42). Jego odwaga polegała nie na sile, tylko na uczciwości wobec własnego stanu.

Znam młodego mężczyznę, który przez lata ukrywał przed wspólnotą parafialną, że zmaga się z nałogiem. Dopiero kiedy powiedział o tym głośno jednej zaufanej osobie, zaczął naprawdę zdrowieć. Mówił potem, że najgorsza nie była sama słabość, tylko samotność w noszeniu jej w tajemnicy.

Psalm tego dnia to błaganie Dawida po jego upadku: stwórz, o Boże, we mnie serce czyste (por. Ps 51, 12). Dawid nie prosi o to, żeby nigdy więcej nie upaść. Prosi o nowe serce zdolne zacząć od nowa, mimo upadku, który już się wydarzył.

Jeśli w grupie ktoś idzie wolniej, ma trudności, płacze albo się poddaje, nie patrz na to jak na wstyd tej osoby. Patrz jak na miejsce, w którym dzieje się coś ważnego. A jeśli to ty jesteś tą osobą – nie ukrywaj tego. Powiedz komuś. Może to być najważniejsza rozmowa całej pielgrzymki.

Wieczorem, przed spowiedzią albo modlitwą, zamiast długiej listy rzeczy do poprawienia, spróbuj jednego zdania: Panie, oto moja słabość – dziś Ci ją oddaję. Grupa, w której można się do niej przyznać, staje się miejscem, gdzie naprawdę można spotkać Boga w drugim człowieku, a nie tylko w indywidualnej pobożności.