Konferencja – Dzień III

Zmartwychwstały Pan ukazuje się Uczniom na drodze do Emaus

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą  o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?”. Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: „ Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”. Zapytał ich: „Cóż takiego?”. Odpowiedzieli Mu: „ To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego dala, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”. Na to On rzekł do nich: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy. Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?”. I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. (Łk 24, 13-27)

„Droga do Emaus” – to droga ucieczki od Jerozolimy. Od tego wszystkiego, co się tam „w tych dniach stało”.

A przecież cały ostatni rok ich życia to była droga do Jerozolimy, Z Jezusem szli do Jerozolimy. Do Jego Paschy. Do Wieczernika. I – mówił im o tym trzy razy – DO Golgoty.

Jeśli droga do Jerozolimy była w ich życiu DROGĄ WIARY, to droga z Jerozolimy oznacza DROGĘ NIEWIARY. Uciekają. Chcą zaprzeczyć wszystkiemu, czym żyli świadomie przez taki czas. Co wybrali. W co uwierzyli. Co zrozumieli z Boga. I z siebie. Każdy z uczniów miał swoją „drogę do Emaus”, I to nie tylko wtedy. W tych pierwszych dniach niepewności. W życiu Piotra „droga do Emaus” wydarzyła się trzydzieści lat później. Jako Via Appia, wychodząca z Rzymu na południe. Uciekał nią przed męczeństwem. Namówiony przez rzymski Kościół. Aż do miejsca, na którym po dziś dzień stoi kościółek Quo vadis…

Bądź błogosławiony, zmartwychwstały Panie,  który towarzyszysz nam na każdej naszej drodze. Chwalimy Cię, bo się objawiasz nie tylko na drogach naszej wiary. Ale także – i za to chwalimy Cię bardziej – wędrujesz z nami drogami naszej niewiary. Idziesz obok, gdy chcemy uciec, gdy mamy ochotę zapomnieć o wszystkich wyznawanych dotychczas wartościach; gdy wiara jawi się naszym oczom jako coś, co zabija. Jest bez sensu, I gdy życia upatrujemy w grzechu. Jesteś obok. Dyskretny. Najczęściej Nie Rozpoznany – jak wtedy przez Łukasza i Kleofasa. Ukryty. Niebudzący podejrzeń. Przychodzisz dobrym  słowem — niekoniecznie wprost o wierze — mądrą książką, wartościowym filmem, piękną sztuką; objawiasz się w ludziach – którzy chcą być blisko, niekoniecznie z pobudek nachalnie konfesyjnych. Potrafisz przychodzić na tyle sposobów. Niezmordowany. Niewyczerpany w swej pomysłowości.

Bądź pochwalony, żyjący Chryste, na naszych drogach do Emaus. Ty jesteś DROGĄ! Ty jesteś drogą naszej wiary! I Ty jesteś drogą naszej niewiary!