Konferencja I – Uczniowie przy pustym grobie

Uczniowie przy pustym grobie

W pierwszy dzień tygodnia [niewiasty] poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: «Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie>>. Wtedy przypomniały sobie jego słowa i wróciły od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym. A były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiadały to Apostołom. Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary. (Łk 24,1-11)

 

Od tamtej pory rolę niewiast względem nas spełnia Kościół. Przychodzi do nas – każdej Wielkanocy i każdej Niedzieli, i każdej Eucharystii – i oznajmia nam prawdę o  zmartwychwstaniu. „Lecz słowa te wydały się im czczą gadaniną. Nie dali im wiary”.

Nie wydały się dość wiarygodne. W tamtym czasie i miejscu, w tamtej rzeczywistości – cóż było warte świadectwo kobiety?! Nie były dość kompetentne. Nie miały społecznej legitymacji, by mówić. „Przypatrzcie się bracia powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców, niewielu  możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie, co niemocne, i co wzgardzone; i to, co [w ogóle] nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić” (1 Kor l, 26nn).

Czy Bóg jest rozsądny? Czy Bóg nie ryzykuje za wiele? Czy Kościół jest dziś wiarygodny? Czy chrześcijanie w Polsce są dziś wiarygodni? Czy MY, gdy mówimy o Bogu, jesteśmy wiarygodni?

Ile razy przychodzi do nas Kościół z nowiną o zmartwychwstaniu, o życiu wiecznym – my przepytujemy go z wiarygodności. Jezus posyła nam świadków, którzy zapewniają, że znają Go ŻYWEGO, a my legitymujemy ich z kompetencji – ten nie dość święty, tamten bez dyplomu… Sami też – wiemy o tym aż nadto dobrze – przy każdej spowiedzi wyznajemy raz po raz poważne grzechy, przyznajemy się do postaw, które można uznać jedynie za anty-świadectwo i za zaprzeczenie słów, które mielibyśmy głosić. Stanowczo nasze życie nie uprawnia nas do tego, by mówić o Bogu.

A przecież ta stacja – jak wszystkie pozostałe – jest dobrą nowiną. O Bogu, który „nie aniołów przygarnia” (Hbr 1,16). O Jezusie, który posyła na świat z misją uczniów – chociaż oni ciągle jeszcze wątpią i nie wszystko rozumieją.

Bóg nie stawia nam poprzeczek tak wysokich, jak te, które stawiają nam ludzie. Albo nawet i my sami sobie. Chodzi jednak o to, byśmy swoim życiem całkowicie nie zasłonili tego, co istotne. Ostatecznie niewiasty nie są posłane do apostołów po to, by ich zaskoczyć swoją wyjątkowością. I nie z fascynacji ich życiem ma się odrodzić wiara uczniów. One są do nich posłane ze słowem od Jezusa: „przypomniały sobie Jego słowa […] i poszły oznajmić je uczniom”. To jest rola Kościoła. To jest rola każdego z nas – poprowadzić ludzi do spotkania ze Słowem Jezusa. Do posłuchania Jego samego. Prawdziwy dramat dzieje się wtedy, gdy nasze grzechy i nasza małość absorbują uwagę świata w aż takim stopniu, że już jej nie starcza na zderzenie z pokorną rzeczywistością Boga, który zaryzykował nas posłać.