Dzień IX – Nie komplikuj! Po prostu wierz – jak Maryja!

Pisali o Niej święci i poeci. Zachwycali się Jej wiarą, miłością, pokorą… Kościół stawia Ją jako wzór i przykład świętości. Spośród wszystkich nabożeństw najwięcej jest tych maryjnych… Październikowy różaniec, majowa litania loretańska, codzienny Apel Jasnogórski. W całym kalendarzu liturgicznym możemy naliczyć kilkanaście uroczystości, świąt i wspomnień Maryi, a w książeczce do nabożeństwa prawie połowa pieśni jest Jej dedykowanych.

Co takiego sprawiło, że Maryja jest dla Kościoła taka ważna? Czy to jedynie kwestia pobożności? Na pytanie: jaką rolę spełnia Matka Boża w Kościele? Ks. Biskup Grzegorz Ryś odpowiedział: Fundamentalną. Kościół jest przedłużeniem wcielenia Pana Jezusa, jest Chrystocentryczny, ale od początku istnienia jest Maryjny. Realizując swoją misję, przegląda się w osobach wierzących i absolutnie pierwszą z tych osób jest Maryja. Kościół jest i był najpierw Maryjny – zanim był Piotrowy, Janowy czy Pawłowy. To bardzo ważne, że Kościół był i jest Piotrowy – ma struktury, prymat, władzę – i Janowy – ma charyzmat udzielania darów Ducha Świętego, a także Pawłowy – ma misję ewangelizowania. Wcześniej jednak jest Maryjny, ponieważ jest Dziewicą i Matką. Jeśli tego by mu brakło, to wszystkie jego zadania, o których wspomniałem, tracą orientację[1].

Zdążyliśmy już zobaczyć Kościół jako Wspólnotę. Pamiętamy, że Kościół jest hierarchiczny, ma swoje władze i struktury, ale one przede wszystkim służą przekazowi życia przyjętego od Boga. Nawet działalność misyjna nie polega na rozszerzaniu struktur, lecz na przekazywaniu życia w Kościele.

Jednym słowem, Kościół ma – tak jak Maryja – przyjmować życie, które pochodzi od Boga i przekazywać je tym, którym przekazuje wiarę; a przekazywać wiarę znaczy przekazywać życie. To jest najważniejsze. Istotne jest więc to, że Kościół jest macierzyński i skoncentrowany na osobie; nie na rzeczach, ideologii, nie na wartościach (nawet nie na wartościach chrześcijańskich), lecz na osobie. To najwyraźniej widać w Dziejach Apostolskich. Kościół w okresie między Wniebowstąpieniem a Pięćdziesiątnicą jest zgromadzony wokół Maryi; Ona jest jedyną osobą, która doświadczyła tego, co najistotniejsze – przyjęła Ducha Świętego, poczęła Syna Bożego i wydała Go na świat.

Kościół widzi siebie w Maryi, nie stawia Jej w gronie Osób Trójcy Świętej, lecz widzi w Niej najdoskonalszy wzór. Uczy się od Niej sposobu bycia.

Lubię myśleć o wierze, jak o spotkaniu. Nie jakoś górnolotnie, majestatycznie, ale całkiem zwyczajnie. Kiedy poprosiłem moich uczniów, żeby napisali kilka słów o wierze Maryi to wielu z nich skupiło się na nadzwyczajności – oto niektóre przykłady:

„Maryja jest najlepszą Nauczycielką Wiary, ponieważ całym swym życiem zaufała Bogu…”

„Moim zdaniem wiara Maryi jest przykładem do naśladowania. Ona wytrwała pod krzyżem do końca…”

„Wiara Maryi wyrażała się w całkowitym powiedzeniu Bogu TAK…”.

Wszystkie te odpowiedzi były ciekawe, prawdziwe i nawet poprawne teologicznie! Ale jedna z nich jakoś wyjątkowo przypadła mi do gustu i wpłynęła na temat tej konferencji:

„Maryja była niezwykle prostą i pokorną kobietą.
Zwyczajnie – Kochała Boga!”
.

            Często ludziom sfera duchowa kojarzy się z niedostępnym sacrum. Sam św. Jan Paweł II mówił, że: „Świętość wydaje się celem trudnym, osiągalnym tylko dla ludzi zupełnie wyjątkowych albo dla tych, którzy odrywają się całkowicie od życia i kultury danej epoki. W rzeczywistości świętość jest darem i zadaniem zakorzenionym w chrzcie i bierzmowaniu, powierzonym wszystkim członkom Kościoła w każdej epoce. Jest darem i zadaniem dla świeckich tak samo jak dla zakonników i kapłanów, w sferze prywatnej, tak jak w działalności publicznej, w życiu zarówno jednostek, jak rodzin i wspólnot”[2].

            Ktoś mógłby mi zarzucić pewną niekonsekwencję… Skoro świętość jest zakorzeniona w chrzcie i bierzmowaniu, to dlaczego mówimy o Maryi? To prawda – Maryja nie była ochrzczona, ale zgodnie z dogmatem wiary mówiącym o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny wierzymy, że była zachowana od grzechu pierworodnego. Jeśli zaś chodzi o bierzmowanie, to dobrze pamiętamy fragment Dziejów Apostolskich, mówiący o Zesłaniu Ducha Świętego. To właśnie Maryja była obecna wraz z uczniami w Wieczerniku i również Ona otrzymała dar Ducha Świętego.

            W katolickim obrzędzie chrztu po modlitwie wiernych następuje prośba o wstawiennictwo świętych. Prosimy o wsparcie Maryję, Jana Chrzciciela, Michała Archanioła, Piotra i Pawła i innych świętych, na przykład świętego patrona osoby chrzczonej. Prosimy o modlitwę za nas. To może wywoływać burzę sprzeciwów ze strony protestantów! Jeśli mamy bezpośrednią relację z Bogiem w Jezusie Chrystusie, to po co nam pośrednicy? Przywiązanie katolików do Maryi oraz Świętych to droga odkrycia komunii, czyli wspólnoty. Mamy przyjaciół, na czele z Maryją, którzy uczą nas, że relacja z Bogiem nie jest skomplikowana… To często my ją komplikujemy.

            Dwóch przyjaciół spotkało się ze sobą po długim okresie rozłąki. W tym czasie jeden z nich stał się bogaty, a drugi biedny.
Zasiedli razem do stołu i zaczęli wspominać wspólnie przeżyte chwile. Podczas prowadzonej rozmowy biedny człowiek nagle przysnął. Przyjaciel, w przypływie wzruszenia, przed wyjściem z jego domu wsunął mu do kieszeni duży diament o ogromnej wartości.

     Jednak gdy jego ubogi przyjaciel obudził się, nie znalazł podarowanego mu skarbu i rozpoczął swój dzień tak, jakby nic się nie wydarzyło.

     Rok później los sprawił, dwaj że przyjaciele znów się spotkali. „Powiedz mi”, powiedział bogaty, widząc znowu swojego przyjaciela w wielkiej biedzie, „dlaczego nie uczyniłeś pożytku ze skarbu, który pozostawiłem w twojej kieszeni?[3].

            Wiara jest relacją – chyba więc najlepiej uczyć się jej w relacji. Nie ma wiary w pojedynkę. To nie sprawa indywidualna. Żeby wzrastać potrzebujemy świadków! Wśród nich pierwsze miejsce zajmuje Maryja.

Wiele osób, rzeczy, sytuacji może być dla nas „skarbem”, kimś lub czymś tak drogocennym, że nie chcemy tego utracić. Przywiązujemy się do tego, co uznaliśmy za bardzo dla nas ważne. To przywiązanie uwidacznia się, w pielęgnowaniu naszego „skarbu”. Podobne zdarzenie ma miejsce w każdym międzyludzkim spotkaniu. Żyjący blisko nas ludzie obdarowują nas cennymi skarbami, my jednak zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego sprawy.

            Może i dziś, kiedy mamy dotrzeć do upragnionego celu naszej wędrówki, warto pomyśleć co jest moim „skarbem”? Taką pamiątką, która wpłynęła na moje życie. Może i dziś warto się zastanowić, komu mogę podziękować za skarb mojej wiary?

            Spotkałem na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi, którzy pokazali mi, że chrześcijaństwo to niesamowita przygoda życia. Wielu ludzi nauczyło mnie „smakować” Boga, Kościół i wiarę. Pamiętam, jak odkrywałem, że chrześcijaństwo to nie zwyczajna religia, zbiór nakazów i zakazów, ale żywa relacja oraz spotkanie, a chrześcijanie to ludzie, którzy wiedzą, że kierunek, który obierają żywi jest jeden – iść pod prąd!

Dzisiaj kiedy jako kapłan wychodzę do ołtarza i widzę ludzi stojących ze spuszczonymi głowami, jak gdyby nie wiedzieli po co przyszli chcę zapytać gdzie się podział ich radykalizm?

Pewien rzeźbiarz zawzięcie pracował za pomocą młotka i dłuta nad wielkim blokiem marmuru. Obserwujący to chłopczyk nie widział nic poza małymi i dużymi odłamkami marmuru. Nie miał pojęcia co się dzieje. Kiedy po kilku tygodniach znów przyszedł do atelier i zobaczył ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, że tam, gdzie przedtem stał blok marmuru, siedzi wielki i potężny lew. Chłopiec, bardzo podekscytowany, pobiegł do rzeźbiarza i zapytał go: Proszę pana, proszę mi powiedzieć, skąd pan wiedział, że w marmurze był lew?[4]

            Wizja artysty i jego ciężka praca umożliwiły mu wydobycie piękna z kamienia i nadanie mu nowego kształtu. Podobnie wiara w Boga i praca nad sobą nadaje kształt naszemu życiu. Z głębi serca złączonego z Chrystusem wypływa chrześcijański sposób myślenia i działanie, znajdujące swą miarę i wzorzec w Ewangelii. Chrzest wydobywa z nas to co najpiękniejsze. Maryja pozwoliła się ukształtować według boskiej wizji. A czy Ty chcesz Mu na to pozwolić?

DZIŚ JESTEM PRZY TOBIE,
BOGURODZICO, MARYJO,
l SERCE SWE ZWRACAM KU NADZIEI, JAKĄ TY DLA MNIE JESTEŚ –
KU NAJMOCNIEJSZEJ l NAJPEWNIEJSZEJ KOTWICY. ODDAJĘ Cl SERCE, UMYSŁ, CIAŁO,
CAŁEGO SIEBIE, CZCZĄC CIĘ
– WEDLE SWYCH SIŁ –
PSALMAMI, HYMNAMI l PEŁNYMI DUCHA PIEŚNIAMI.
PRZYJMIJ MĄ DOBRĄ WOLĘ;
DAJ ZBAWIENIE,
WOLNEGO OD NAMIĘTNOŚCI DUCHA
l OD CHORÓB CIAŁO,
ROZWIĄŻ TRUDNOŚCI, WYJEDNAJ POKÓJ ŻYCIA, ŚWIATŁO DUCHA.
ZAPAL MIŁOŚĆ KU TWEMU SYNOWI,
SPRAW -NIECH MU SIĘ PODOBA MOJE ŻYCIE. AMEN.

[1] Stoimy w miejscu, czy idziemy z Maryją, w: TRZEŹWYMI BĄDŹCIE NR.3 – MAJ/CZERWIEC 2015

[2] Orędzie na XIII Światowe Dni Młodzieży, 30.11.1997 r.

[3] B. Ferrero, Drogocenny kamień, w: Inne historie, Warszawa 2004.

[4] B. Ferrero, Zaklęty lew, w: Inne historie, Warszawa 2004.