Dzień I – św. Wojciech

„Zza owiniętej w sztandary i wykutej w kamieniu postaci biskupa, który polazł, gdzie go nie chcieli, zaryzykował i przegrał (choć wygrał), wyłonił się frapujący facet: ponad miarę wrażliwy, wyprzedzający swoją epokę, autentycznie wierzący i po prostu dobry, ale też – w najlepszym tego słowa znaczeniu – chyba odrobinę naiwny”.

Szymon Hołownia „Święci codziennego użytku”

Powyższe odkrycie znanego publicysty być może tłumaczy fenomen przyciągania młodych ludzi z naszej diecezji na świętowojciechowe uroczystości do Gniezna. Pozwala także zrozumieć fascynację młodych z Inowrocławia archaicznym „Żywotem św. Wojciecha według Jana Kanapariusza” – czytanym rokrocznie podczas kwietniowej pieszej pielgrzymki.

Powiedzmy, że znamy naszego patrona. Dlatego dzisiaj krótko przypomnimy jego biografię, a bardziej skupimy się na przesłaniu jakie zostawił nam św. Jan Paweł II w Gnieźnie i nie tylko. Wysłuchamy także krótkiej zachęty śp. Józefa kard. Glempa.

Wojciech, Czech z pochodzenia, był przedostatnim z siedmiu synów czeskiego księcia Sławnika. O tym, żeby w przyszłości mógł objąć rządy, nie mógł nawet marzyć. W dodatku ciężko zachorował i groziła mu śmierć. Wtedy rodzice złożyli ślub, że jeśli wyzdrowieje, oddadzą go na służbę Bogu. I co? Wyzdrowiał. Przez dziesięć lat przygotowywał się do kapłaństwa w Magdeburgu pod opieką Adalberta. Sam przyjął to imię w sakramencie bierzmowania. Miał dwadzieścia pięć lat, kiedy wrócił do Czech i od razu został biskupem Pragi.

            Gorzko smakował mu ten urząd. Nikogo nie wzruszyła jego pokora, kiedy boso wstępował na biskupi tron. Wzruszano ramionami, kiedy odwiedzał więźniów. Wielu pukało się w czoło, kiedy żądał zaprzestania handlu polskimi rycerzami, którzy przebywali w czeskiej niewoli. Tymczasem to sam Jezus zganił go we śnie, mówiąc: „Ty śpisz, a Mnie znowu sprzedają poganom…”.

Osamotniony, wplątany w waśnie rodowe, ucieka do Rzymu. A tam wstępuje do klasztoru benedyktynów. Ależ był w nim szczęśliwy!

Cóż z tego. Czesi zażądali powrotu biskupa. Wrócił więc, by znosić awantury czeskiego księcia, który rodu Sławnikowiców panicznie nie znosił. W końcu doszło do starcia. Wojciech wprawdzie uciekł, ale książę kazał wymordować czterech jego braci z rodzinami i spalić rodzinny gród w Libicach. Jedynie najstarszy brat Wojciecha, Sobiebór, ocalał i schronił się na dworze polskiego księcia Bolesława Chrobrego.

Zjawił się w piastowskim Gnieźnie także Wojciech. Wkrótce potem rozpoczął wyprawę misyjną do Prus. Najpierw wzdłuż Wisły do Gdańska, a dalej okrętem na wschód, do Truso. Żeby nie zrazić tubylców, odesłał trzydziestu zbrojnych, których książę dał mu do obrony. Na spotkanie udał się tylko z dwoma towarzyszami, wśród których był jego brat przyrodni, Radzym. Niestety. Prusowie, od początku wrogo nastawieni, zaatakowali ich następnego dnia o świcie. „Pogański kapłan pierwszy zadał Wojciechowi śmiertelny cios włócznią. Potem jeszcze sześć innych włóczni przeszyło jego ciało. Odcięto mu głowę i wbito na pal.

Dwaj towarzysze Wojciecha wrócili na dwór księcia Bolesława. Ten, zgodnie z żądaniem Prusów, wykupił ciało Wojciecha dając im w zamian tyle złota, ile ważyło, i sprowadził je uroczyście do Gniezna.

* * *

Z homilii Jana Pawła II wygłoszonej w Krakowie podczas Mszy św. ku czci św. Stanisława, 10 czerwca 1979 roku:

(…) zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością — taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym,

— abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili,

— abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.

Proszę was:

— abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało,

— abyście od Niego nigdy nie odstąpili,

— abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On „wyzwala” człowieka,

— abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest „największa”, która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu.

Proszę was o to przez pamięć i przez potężne wstawiennictwo Bogarodzicy z Jasnej Góry i wszystkich Jej sanktuariów na ziemi polskiej, przez pamięć św. Wojciecha, który zginął dla Chrystusa nad Bałtykiem, przez pamięć św. Stanisława, który legł pod mieczem królewskim na Skałce.

Proszę was o to. Amen.

Przemówienia Ojca Świętego Jana Pawła II do młodzieży zgromadzonej na Polach Lednickich

Drodzy Młodzi Przyjaciele!

Wszystkich Was obejmuję sercem i pozdrawiam.

Stoicie na Polach Lednickich, jakby u źródeł chrzcielnych Polski. Pragniecie wziąć w swe ręce całą spuściznę chrześcijańskiej tradycji Ojców, aby nieść ją dalej w Trzecie Tysiąclecie!

W symbolicznym geście przejdziecie przez bramę w kształcie ryby, pamiętając o słowach Chrystusa: “Ja jestem bramą, jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” .

Nie lękajcie się iść w przyszłość przez Bramę, którą jest Chrystus. Wierzcie Jego słowom, wierzcie Jego miłości. W Nim jest nasze zbawienie. Zanieście przyszłym pokoleniom świadectwo wiary, nadziei i miłości.

Bądźcie wytrwali. Nie wystarczy przekroczyć próg, trzeba iść w głąb. Chrystus jest Bramą, ale jest też Drogą. Drogą, Prawdą i Życiem. Idźcie wiernie drogą Chrystusa w nowe czasy. Jezus Chrystus wczoraj, dziś i na wieki.

Z serca Wam błogosławię. W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego. Amen.

(2  czerwca 1997 roku)

Drodzy Młodzi Przyjaciele!

Dziś w uroczystość Zesłania Ducha Świętego jednoczę się w myślach i modlitwie z księdzem arcybiskupem, biskupami, kapłanami i z Wami drodzy, młodzi dziewczęta i chłopcy, którzy zgromadziliście się wpierw u źródeł chrzcielnych Polski na lednickich polach, a potem u stóp jej pierwszego apostoła – św. Wojciecha.

Każdą i każdego z Was obejmuję sercem i pozdrawiam.

Wracacie do miejsc związanych ze Chrztem Polski, aby odnawiać i zacieśniać tę więź z Chrystusem, która w życiu każdego i każdej z Was została zadzierzgnięta w mocy Ducha Świętego podczas chrztu świętego.

Przychodzicie tu we wspomnienie Pięćdziesiątnicy niejako powracając do pierwszego wylania Ducha w Wieczerniku i do tego, które dokonało się w Waszym życiu dzięki sakramentowi bierzmowania .

Trzeba do tych momentów stale wracać. Trzeba na nowo sięgać po ich owoce, aby podjąć i wypełnić zapowiedź Chrystusa: „Gdy Duch Święty zstąpi na was otrzymacie Jego moc i będziecie Moimi świadkami”.

Gdy w czerwcu ubiegłego roku przechodziliście przez Bramę Trzeciego Tysiąclecia mówiłem do Was: „Nie lękajcie się iść w przyszłość przez Bramę, którą jest Chrystus. Wierzcie Jego słowom”.

Dziś pragnę uzupełnić to wezwanie zapewnieniem – na Drodze, którą jest Chrystus nie jesteście nigdy sami. Jest z Wami Duch Święty, Pocieszyciel. Nie lękajcie się wyzwań jakie stawia przed Wami świat. Przyjmijcie Ducha Świętego. On Was wszystkiego nauczy. Tylko w mocy Ducha, możecie być autentycznymi świadkami zbawienia – solą dla ziemi i światłem dla świata.

Na trud i radość niesienia świadectwa o Chrystusie w nowe tysiąclecie z serca Wam błogosławię. W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego. Amen.

(30 maja 1998 roku)

Z homilii Jana Pawła II wygłoszonej w Gnieźnie podczas Mszy św. z okazji 1000-lecia śmierci św. Wojciecha, 3 czerwca 1997 roku.

U progu trzeciego tysiąclecia świadectwo św. Wojciecha jest wciąż obecne w Kościele i wciąż wydaje owoce. Winniśmy jego dzieło ewangelizacji podjąć z nową mocą. Tym, którzy zapomnieli o Chrystusie i Jego nauce, pomóżmy odkryć Go na nowo. Stanie się tak wtedy, kiedy zastępy wiernych świadków Ewangelii znów zaczną przemierzać nasz kontynent; gdy dzieła architektury, literatury i sztuki będą w sposób porywający dla współczesnego człowieka ukazywać Tego, który jest „wczoraj, dziś, ten sam na wieki”; gdy w sprawowanej przez Kościół liturgii ujrzą piękno oddawania Bogu chwały; gdy dostrzegą w naszym życiu świadectwo chrześcijańskiej miłości, miłosierdzia i świętości.

Umiłowani bracia i siostry, w jak niezwykłej godzinie dziejów przyszło nam żyć! Jak ważkie zadania powierzył nam Chrystus! On wzywa każdego z nas, abyśmy przygotowywali nową wiosnę Kościoła. Chce, aby Kościół — ten sam, co w czasach apostolskich i w czasach św. Wojciecha — wkroczył w nowe tysiąclecie pełen świeżości, rozkwitającego nowego życia i rozmachu ewangelicznego. W  roku 1949 Prymas Tysiąclecia wołał: „Tu, przy grobie św. Wojciecha, zapalać będziemy ogniste wici, zwiastujące ziemi naszej »światłość na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego« (por. Łk 2, 32)” (List pasterski na ingres). Dziś na nowo wznosimy to wołanie, prosząc o światło i ogień Ducha Świętego, aby zapalał nasze wici zwiastunów Ewangelii aż po krańce ziemi.

Święty Wojciech jest ciągle z nami. Pozostał w piastowskim Gnieźnie, pozostał w powszechnym Kościele otoczony chwałą męczeństwa. I z perspektywy tysiąclecia zdaje się dzisiaj przemawiać do nas słowami św. Pawła z dzisiejszej liturgii: „Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym ja — czy to gdy przybędę i ujrzę was, czy też będąc z daleka — mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom” (Flp 1, 27-28).

Odczytujemy raz jeszcze dzisiaj, po tysiącu lat, ten Pawłowy i ten Wojciechowy testament. Prosimy, ażeby słowa tego testamentu doczekały się spełnienia również w naszym pokoleniu. Nam bowiem z łaski Bożej dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczyliśmy tę samą walkę, jakiej świadectwo pozostawił nam św. Wojciech (por. Flp 1, 29-30).

Z przemówienia Jana Pawła II do młodzieży w Poznaniu,
3 czerwca 1997 roku:

Drodzy bracia i siostry! Obchodzimy jubileusz tysiąclecia śmierci męczeńskiej św. Wojciecha. Dzisiaj w Gnieźnie podczas uroczystej Eucharystii mówiłem, że św. Wojciech dał świadectwo Chrystusowi, ponosząc śmierć męczeńską za wiarę. To męczeństwo wielkiego apostoła Słowian woła także dzisiaj o świadectwo życia każdego z was. Woła o ludzi nowych, którzy pośród tego świata będą objawiać „moc i mądrość” (por. 1 Kor 1, 22-25) Ewangelii Bożej we własnym życiu. Ten świat, który niekiedy jawi się jako nieposkromiony, groźny żywioł, wzburzone morze, jest zarazem głęboko spragniony Chrystusa, bardzo łaknie Dobrej Nowiny. Bardzo potrzebuje miłości.

Bądźcie w tym świecie nosicielami wiary i nadziei chrześcijańskiej, żyjąc miłością na co dzień. Bądźcie wiernymi świadkami Chrystusa zmartwychwstałego, nie cofajcie się nigdy przed przeszkodami, które piętrzą się na ścieżkach waszego życia. Liczę na was. Liczę na wasz młodzieńczy zapał i oddanie Chrystusowi. Znałem młodzież polską i nie zawiodłem się nigdy na niej. Świat was potrzebuje. Potrzebuje was Kościół. Przyszłość Polski od was zależy. Budujcie i umacniajcie na polskiej ziemi „cywilizację miłości”: w życiu osobistym, społecznym, politycznym, w szkołach, w uniwersytetach, parafiach, w ogniskach rodzinnych, które kiedyś utworzycie. Nie żałujcie na ten cel młodzieńczego entuzjazmu, wysiłku ani ofiary. „A Bóg, dawca nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15, 13).

Was i całą młodzież polską pragnę zawierzyć Matce Najświętszej, Matce Chrystusa, Matce Pięknej Miłości, Królowej Polski. Amen.

Z homilii Józefa kard. Glempa w uroczystość św. Wojciecha w Bydgoszczy, 24 kwietnia 1995 roku:

Święty Paweł mówi: wy macie walczyć o wiarę w Ewangelię i macie się niczego nie bać (por. Flp 1, 27-28), Tak, jak święty Wojciech przychodzi, by wskrzesić naszą odwagę. My często, jako ci półpoganie albo trochę poganie, wykazujemy nieufność – nie bardzo ufamy Panu Bogu. Jeżeli zaś nie ufa się Panu Bogu, to i człowiekowi się nie ufa. Brak zaufania do drugiego człowieka czyni nas samotnymi, a nie ma nic bardziej przykrego niż czuć się ciągle samotnym. Niech więc święty Wojciech daje siłę wspólnocie Świętowojciechowej, kapłanom, rodzinom, zespołom, które wspomagają pracę parafialną, aby – nawracając się z nowoczesnego pogaństwa – mogli żyć życiem Kościoła, życiem łaski.